poniedziałek, 24 lutego 2014

Scott Spencer "Miłość bez końca"

Tytuł: "Miłość bez końca" 
Autor: Scott Spencer
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 511

lubimyczytac.pl
Sięgając po „Miłość bez końca” bałam się, że dostanę coś w stylu Sparksa. Banalny, przewidywalny, nudny romans. Tutaj jednak bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Dostałam coś dokładnie odwrotnego.

„Kiedy człowiek mówi prawdę, zwierza się. Bez zwierzeń nie ma prawdy.”*

Historia zakochanych w sobie nastolatków. David i Jade. Miłość piękna. Wrażliwa, namiętna. I silna. Zbyt silna jak na ich młode umysły. Z czasem David i Jade przestają panować nad swoim uczuciem. Pcha ich ono na złe ścieżki, podsuwa decyzje, które są kierowane impulsem, nie przemyślane, ale jakże tragiczne w skutkach. Rodzice Jade widzą, że miłość do Davida ją psuje. Dziewczyna staje się inna, pragnie być tylko z nim, zawsze i wszędzie. W końcu zabraniają im się spotykać. David nie może wytrzymać bez swojej ukochanej. Z rozpaczy podpala dom, by uratować wszystkich z pożaru i w ten sposób przypodobać się rodzicom Jade. Ale wszystko wymyka się spod kontroli. Wyjdzie na jaw, że za podpalenie domu odpowiada David. I tym razem rozdzielą ich już na zawsze. Bo mimo że ich drogi znów się złączą, ich prawdziwa miłość już nigdy nie wróci. David spalił ją. Spalił ją w tym pożarze.

„Tajemnice dają nam poczucie odrębności i otwierają wiele nowych dróg. Są iksem w równaniu, intrygującą niewiadomą.”*

Jak już napisałam na początku trochę bałam się sięgnąć po tą książkę. Przede wszystkim bardziej jednak lubię książki o miłości połączone z fantasy. Ale takie też czytam. Jednak mało kiedy wzbudzają we mnie tyle emocji co „Miłość bez końca”.

http://bombsite.com/issues/67/articles/2228

To nie jest książka, którą po przeczytaniu można odłożyć, iść spać, wrócić do rzeczywistości albo od razu sięgnąć po kolejną. To nie jest książka, o której łatwo można zapomnieć. To książka, po której wszystko trzeba przemyśleć, rozpłakać się, uśmiechnąć. To książka, która w naszej głowie będzie przez długi czas. To książka, która coś do naszego życia wniesie.

Nie jest to zwykłe romansidło. To raczej niesamowita opowieść o miłości. O niebezpiecznej, a nawet przerażającej. Scott Spencer pokazał jak miłość przewraca w głowie, jak może doprowadzić do ogromnego nieszczęścia. Pokazał tą inną stronę miłości.

„(...) W murze dzielącym życie od śmierci są okna – człowiek zmienia się, gdy tylko przez nie wyjrzy.”*

Główny bohater jest dla mnie postacią dosyć dziwną. Z jednej strony to przez miłość do Jade stał się taki, można powiedzieć nierozważny. Z czasem jednak co raz lepiej go rozumiałam. Jego cierpienie, smutek, złość, ale też szczęście. Jest postacią o niesamowitym charakterze. Chciał za wszelką ceną odnaleźć Jade i jej rodzinę. Bo on kochał ich wszystkich. Może jedyne czego Davidowi brakowało to dojrzałości. Gdyby on, ale też i Jade mieli jej więcej, wszystko potoczyłoby się dla nich lepiej.

Książka zawiera bardzo mało dialogów. To głównie wspomnienia, opisy uczuć Davida. Coś trochę innego. Lepiej wczuwamy się w jego postać, lepiej go poznajemy.

Na początku „Miłość bez końca” czytało mi się trochę trudno. Trzeba było się skupić, a i akcja nie gnała jakoś szybko do przodu. Jednak po pewnym czasie dałam się jej ponieść i pochłonęłam ją dosyć szybko. Warto przecierpieć te około stu stron, by móc poznać dalsze losy Davida.

„Jedyne, czego w życiu żałuję (…) i czego będę żałować to to czego nie zrobiłam. Tak to już bywa, zawsze opłakujemy to czego nie było. Ścieżki, którymi nie wędrowaliśmy. Ludzi, których nie dotknęliśmy.”*

I oczywiście mój ulubiony punkt. Największy minus książki. Mimo, że tak jak napisałam wyżej akcja na początku szła trochę mozolnie to to co najbardziej mnie raziło to jedno słowo. Słowem tym jest: Murzyn. Naprawdę można to było zastąpić. A po prostu w moim odczuciu to trochę takie … niesmaczne. No i nie dawało mi spokoju przez całą książkę, bo było tego dosyć dużo. Może komuś to nie przeszkadzać, ale to mi się nie podobało i napisać musiałam :) W sumie to może być wina tłumaczenia... Jednak nie podobało mi się to i tyle.

Mam pewne skojarzenia do „Poradnika pozytywnego myślenia”. Główni bohaterowie – mężczyźni, którzy są szaleńczo zakochani w kobietach, z którymi być nie mogą. No i zdrowie psychiczne Pata i Davida jest na dosyć podobnym, że tak to ujmę: „poziomie”.

lubimyczytac.pl
Jeśli się nie mylę książka już raz została w Polsce wydana. Pod tytułem „Miłość bez granic” w 1988 roku, pod nakładem Wydawnictwa Czytelnik. Z odnowioną szatą graficzną, pod innym znakiem wydawnictwa, mając swoją premierę 5 lutego, dopiero zyskała rozgłos.

Dodatkowo 14 lutego 2014 roku na ekranach kin pojawiła się ekranizacja tej powieści. I mam takie małe pytanie do tych, którzy czytali książkę: Czy oglądając zwiastun też macie takie uczucie, że opowiada o czymś całkiem innym? Ja na pewno obejrzę ekranizację, ale szczerze mówiąc trochę się boję.

Książka raczej każdemu się nie spodoba. To coś dla fanów takich książek, a także dla ludzi, którzy chcą przeczytać piękną, wzruszającą opowieść o miłości. Dla mnie była to bardzo udana przygoda, i na pewno będę miło wspominać „Miłość bez końca” przez długi czas.

8/10


*Scott Spencer „Miłość bez końca”

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Book lovers" i "Czytam nowości".  

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję:



23 komentarze:

  1. Mam w planach tą książkę, więc mam nadzieję, że w końcu uda mi się ją przeczytać. I ekranizacje również mam w planach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki, żeby udało Ci się ją zdobyć ;)

      Usuń
  2. W sumie to się boję tej książki trochę, bo nie wiem, jak na nią zareaguję :D Na razie chyba po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak już pisałam - to nie książka dla każdego :)

      Usuń
  3. Ja bardzo lubię piękne i wzruszające książki, więc z chęcią przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja poznałam książkę , właśnie dzięki filmowi, i im więcej opinii czytam, to coraz bardziej chcę ją przeczytać ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja poznałam film dzięki książce :P

      Usuń
  5. Słyszałam o tej książce, wiem że jest dobra ;D
    Przeczytam <3
    Zapraszam do siebie w wolnej chwilce :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedzieć tego nie możesz, bo nie czytałaś książki, a na samych opiniach Twoje zdanie opierać się nie powinno, bo każdy ma inny gust.
      W ostatnim czasie brak mi wolnych chwil...

      Usuń
  6. Wspaniale się zapowiada, zdecydowanie cos dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo i książka jest wspaniała ;)

      Usuń
  7. Oczywiście, że mam ochotę na wzruszającą powieść ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie musisz przeczytać "Miłość bez końca" :D

      Usuń
  8. Coś ciekawego :)
    Przyjrzę sie tej książce z bliska :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myśle, że nie przeczytam. Raczej nie dla mnie, choć moze kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to nie jest gatunek, który lubisz to książka raczej Ci się nie spodoba, dlatego nic na siłę :)

      Usuń
  10. No proszę, oceniając po okładce, w życiu bym się nie domyśliła, że środek może mieć jakąś wartość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie okładka według mnie jest całkiem niezła, ale na początku miałam dokładnie takie samo odczucie jak Ty :)

      Usuń
  11. Mam ogromną ochotę na tę książkę!! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Murzyn... Czarnoskóry... Afroamerykanin... Wiesz, lepiej, że Murzyn, lepiej, że poprawnie, bo z dużej litery, niż taki "czarnuch". Ale masz całkowitą rację. Można było to słowo zastąpić innym. Zachęciłaś mnie do książki, choć ta jedna wada ciągle by mnie raziła.

    OdpowiedzUsuń

1.Wszelkie komentarze z "zapraszam do mnie" lub z linkami do Waszych blogów zostaną usunięte.

2. Jeśli chcecie mnie poinformować o konkursie lub Waszym wyzwaniu, możecie napisać to w komentarzu, ale moglibyście wysilić się chociaż trochę i napisać coś odnośnie postu. Jeśli Wam się nie chce to po prostu zostawicie link w podstronie "Wyzwania" w przypadku wyzwania i "Blogowe konkursy" w przypadku konkursu. Komentarze, które będą sprzeczne z tym co napisałam po prostu usunę.

Czy wymagam zbyt wiele?