
30-letnia Rita jeszcze nie wie, czego tak naprawdę od życia chce. Jest je dobrze, tak jak jest. Ma pracę, Mikołaja, wspaniałe przyjaciółki, małe mieszkanko, ale ciągle jej czegoś brakuje. Kiedy dowiaduje się o domu, który odziedziczyła po ciotce Ninie, nie zastanawia się długo i wyjeżdża. Bez słowa wyjaśnienia dla Mikołaja. Sama nie wie, czy dobrze robi. To praktycznie jedyna szalona decyzja w życiu, którą podjęła.
Na "końcu świata" przez cały rok, który tam spędza dowiaduje się wielu ważnych rzeczy. Zaczyna rozumieć innych i siebie. Zyskuje nowych przyjaciół, psa i kota. Świetnie prowadzi dom i pomaga innym w sprawach sercowych, chociaż nie potrafi dać sobie rady ze swoimi. Tęskni za Mikołajem, ale podejmuje próby zapomnienia o nim i zakochania się na nowo. Jednak nie udaje jej się to. Ciągle ma go w swoim sercu i pamięci. Znajduje pamiętniki ciotki Niny i dowiaduje się o jej życiu, czegoś czego nigdy by się nie spodziewała. Czyta, że ciotka była nieszczęśliwie zakochana, poznaje ją jak jeszcze nikt inny. Żałuje, że nigdy nie chciała się do niej zbliżyć i zmienia swoje zdanie o niej. W międzyczasie wymyśla sposób na życie i zarabianie pieniędzy. Chce w końcu robić to co ją interesuje. Rita kojarzy fakty i zaczyna rozumieć , że jej życie jest bardzo podobne do życia jej ciotki.
Książkę od razu spisałam na straty. Nienawidzę polskich książek, a i ta mnie nie przekonała tytułem, ani okładką. Pomyślałam, że jest po prostu idealna dla 40-letnich kobiet. Gdybym nie wygrała konkursu na jednym z portali to nigdy, bym po nią nie sięgnęła. A jednak się pomyliłam...
"Rok na końcu świata" to wspaniała opowieść o miłości i szukaniu siebie. Chociaż mam dopiero 14 lat i nie znam prawdziwej miłości to i tak zrozumiałam przesłanie tej książki. Czyta się ją z zapartym tchem. Każda litera, linijka, zdanie, strona zawiera wspaniałe myśli. Wiele z nich na pewno zostanie długo w mojej pamięci. Czekałam tylko na to kiedy Mikołaj wreszcie da o sobie znać i zacznie szukać Rity. Doczekałam się jego osoby dopiero na ostatnich stronach. Nareszcie powiedzieli sobie całą prawdę i wszytko zrozumieli. Przy tym, aż wstrzymuje się oddech. Wspaniały jest podział na "pory roku". Lepiej można sobie wszystko wyobrazić.
Podsumowując to wszystko. Książka jest po prostu wspaniała. Zasługuje na polecenie. Mam też nadzieję, że Renata Adwent napisze kolejne części "Roku na końcu świata".
10/10
"Okazało się, że jest coś, co nas łączy. Coś, co nie wymaga słów i umożliwia bycie razem bez krępującej ciszy - miłość do książek."*
*Renata Adwent "Rok na końcu świata"
Widze, że jesteś zachwycona! Lubie takie historię, więc na pewno przeczytam tym bardizej, ze warto :)
OdpowiedzUsuńSłyszałam o tej książce. Może się na nią skuszę.
OdpowiedzUsuńUwielbiam takie historie.
UsuńJa wstawiając tą recenzję, właśnie o Tobie sobie pomyślałam ;D
UsuńCóż, trzeba sięgnąć :)
OdpowiedzUsuńSłyszałam o istnieniu tej książki, jednak nie myślała, że może być tak dobra :) Pozdrawiam :0
OdpowiedzUsuńJa osobiście uwielbiam polską literaturę, dlatego z ogromną przyjemnością sięgnę po "Rok na końcu świata" tym bardziej, że tak świetnie zachęcasz.
OdpowiedzUsuńAż taka dobra? W takim razie musze po nią sięgnąć:)
OdpowiedzUsuńWygląda na lekką książkę na odstresowanie, jesienne wieczory i odcięcie się od świata - pod kocem, przy grzejniczku, z herbatą obok ręki. Nic wstrząsającego, ale myślę, że mogłabym ją przeczytać. ;))
OdpowiedzUsuńTaka ta książka właśnie jest ;))
Usuń